Choroby i Leczenie

Klaudia Uciechowska w Polsce: mama apeluje o spokój

Mama Klaudii Uciechowskiej opowiada o powrocie córki do Polski i apeluje o uszanowanie jej prywatności. Poznaj kulisy medycznej ewakuacji z Pekinu.

Redakcja · 9 czerwca 2026
A comforting hospital visit with a patient receiving support from a friend.
Fot. RDNE Stock project / Pexels · Pexels License

Klaudia Uciechowska, 24-latka ewakuowana z Pekinu, przebywa już pod opieką polskich lekarzy w szpitalu we Wrocławiu. Jej mama, pani Joanna, w rozmowie z mediami przyznała, że po powrocie córki do kraju odczuwa wyraźną ulgę, ale jednocześnie zaapelowała o uszanowanie prywatności chorej. — Ona potrzebuje spokoju — podkreśliła.

Powrót do Polski przyniósł rodzinie ulgę

Rozmowa z mamą Klaudii odbyła się w sobotnie przedpołudnie, 6 czerwca. Pani Joanna przyznała, że obecność córki w Polsce zmieniła wiele. Teraz może ją odwiedzać, siedzieć przy jej łóżku i mieć realny wpływ na przebieg leczenia — coś, czego brakowało jej podczas pobytu Klaudii w chińskim szpitalu.

— Jestem dużo spokojniejsza. Ona jest tutaj, mogę do niej pojechać, mogę z nią posiedzieć — mówiła z wyraźnym odprężeniem.

Jednym z kluczowych powodów stresu był brak pełnej komunikacji ze stroną chińską. Mama 24-latki przyznała wprost, że nigdy nie darzyła tamtejszych lekarzy pełnym zaufaniem — nie ze względu na ich kompetencje, lecz właśnie z powodu barier językowych i trudności w uzyskaniu rzetelnych informacji o stanie zdrowia córki.

Ponad 14 godzin lotu — najtrudniejszy moment ewakuacji

Szczególnie stresującym etapem okazał się sam transport medyczny z Pekinu do Polski. Pani Joanna opisała ten czas jako wyjątkowo wyczerpujący — zarówno fizycznie, jak i psychicznie.

Przed wylotem przez trzy doby praktycznie nie spała. Do tego doszła różnica czasu, panujące w Pekinie upały przekraczające 36 stopni Celsjusza oraz nieustający lęk o to, czy córka bezpiecznie zniesie ponad czternastogodzinny lot.

— Tak naprawdę nawet nie miałam kiedy się zaaklimatyzować. Cały czas ten stres, żeby ona bezpiecznie doleciała — wspominała mama Klaudii.

Rodzina nie komentuje stanu zdrowia pacjentki

Od momentu przyjęcia Klaudii do wrocławskiego szpitala rodzina — w porozumieniu z lekarzami — zdecydowała się nie udzielać informacji na temat jej aktualnego stanu zdrowia. Wszelkie pytania w tej sprawie powinny być kierowane bezpośrednio do rzecznika placówki.

Decyzja ta wynika m.in. z fali nieprawdziwych doniesień, które pojawiły się w sieci. Pani Joanna przyznała, że w internecie natknęła się na informacje sugerujące, jakoby Klaudia była już przytomna i niemal gotowa do wyjścia ze szpitala — co mijało się z rzeczywistością.

— Nie wypowiadamy się na temat jej stanu zdrowia — zaznaczyła stanowczo.

Apel o prywatność i szanowanie intymności chorej

Mama 24-latki dostrzega ogromne zainteresowanie mediów sprawą córki i rozumie potrzebę informowania opinii publicznej. Jednak apeluje, by nie zapominać, że za każdą historią stoi konkretny człowiek — w tym przypadku poważnie chora młoda kobieta.

— Ona potrzebuje spokoju i myślę, że dobrze byłoby uszanować jej stan, jej chorobę i jakąś intymność w tym wszystkim — mówiła pani Joanna.

Na skale zainteresowania wskazuje też epizod z lotniska — mama Klaudii opuściła terminal innym wyjściem, omijając tłum oczekujących. Jak relacjonowała, było ich bardzo wielu, a między ekipami telewizyjnymi dochodziło nawet do kłótni o miejsca do filmowania.

Zbiórka trwa — pieniądze wciąż potrzebne

Pomimo powrotu Klaudii do kraju, internetowa zbiórka finansowa nie została zamknięta. Zgromadzone środki mają pokryć koszty dalszego leczenia, ewentualnych nierefundowanych leków oraz niezbędnej rehabilitacji.

Rodzina wciąż oczekuje również na pełne rozliczenie kosztów hospitalizacji w Pekinie oraz kompletną dokumentację medyczną z chińskiego szpitala. Jak przyznała pani Joanna, żadne z tych dokumentów nie dotarło jeszcze do Polski.

Mobilizacja społeczna zaskoczyła mamę Klaudii

Skala wsparcia, jakie otrzymała rodzina, przerosła wszelkie oczekiwania. Pani Joanna mówiła o tym z wyraźnym wzruszeniem i wdzięcznością.

— Zaskoczyła mnie bardzo mobilizacja ludzi, chęć pomocy. Szczerze, nie przypuszczałam, że mamy ludzi z tak wielkimi sercami — podkreśliła.

Jednocześnie przyznała, że duże zainteresowanie medialne przyniosło ze sobą również negatywne komentarze. Traktuje je jednak jako nieodłączny element takich sytuacji.


Materiał ma charakter informacyjny. Treści publikowane w serwisie MediRadar nie zastępują konsultacji lekarskiej. W przypadku problemów zdrowotnych skonsultuj się z lekarzem lub innym specjalistą.

Na podstawie: WP abcZdrowie. Tekst opracowany redakcyjnie.