Profilaktyka

Wydatki na zdrowie potroiły się. Gdzie znika 360 miliardów złotych?

W ciągu dekady wydatki na ochronę zdrowia wzrosły z 121 do ponad 360 miliardów złotych, a kolejki do specjalistów się wydłużyły.

Redakcja · 26 czerwca 2026
Doctor in gloves holding pill bottle and cash, highlighting medical expenses.
Fot. Towfiqu barbhuiya / Pexels · Pexels License

Polska wydaje na opiekę zdrowotną trzy razy więcej pieniędzy niż dziesięć lat temu, a system opieki zdrowotnej znajduje się w głębokim kryzysie finansowym pomimo rekordowych nakładów budżetowych.

Publiczne i prywatne wydatki bieżące na ochronę zdrowia wyniosły w 2016 roku 121 miliardów złotych, a w 2024 roku już 293,6 miliarda złotych. Szacunki wskazują, że w 2026 roku przekroczą 360 miliardów złotych — potrojenie w ciągu zaledwie dziesięciu lat. Ministerstwo Zdrowia potwierdziło, że wydatki na ochronę zdrowia w 2025 roku wyniosły rekordowe 232,2 miliarda złotych, stanowiąc 6,81 procent polskiego PKB.

Gdzie znika miliard złotych?

Budżet Narodowego Funduszu Zdrowia wzrósł z 73,8 miliarda złotych w 2016 roku do 217,4 miliarda złotych w 2026 roku — prawie trzykrotnie. Jednak ta ogromna injekcja pieniędzy nie trafia do pacjentów. Zamiast tego pochłaniana jest przez automatyczne podwyżki wynagrodzeń personelu medycznego.

W 2026 roku realizacja ustawy o obligatoryjnych podwyżkach wynagrodzeń będzie kosztować ponad 70 miliardów złotych. Całe nakłady na leczenie szpitalne mają wynieść 100 miliardów złotych, co oznacza, że prawie 70 procent budżetu szpitalnego przeznaczane będzie wyłącznie na pensje. Pozostaje zaledwie 30 miliardów złotych na diagnostykę, zabiegi, lekarstwa i utrzymanie placówek.

Parametr20162026Zmiana
Budżet NFZ (mld zł)73,8217,4+195%
Wydatki publiczne i prywatne (mld zł)121360++197%
Dotacja z budżetu państwa (mld zł)3,734,7+838%
Mediana wynagrodzeń w Polsce (zł)39007400+90%
Średni czas oczekiwania na specjalistę (miesiące)2-34,2+40%
Prywatne wydatki na zdrowie (mld zł)36,564,5+77%

Paradoks polskiego systemu: płacimy więcej, czekamy dłużej

Pomimo potrojenia wydatków, sytuacja pacjentów pogorszyła się. Średni czas oczekiwania na konsultację u specjalisty wydłużył się z 2–3 miesięcy w 2016 roku do 4,2 miesiąca w 2026 roku. Ale liczby te nie oddają pełnego obrazu — na niektóre specjalizacje czeka się znacznie dłużej.

Dziesięć lat temu do najtrudniej dostępnych poradni należały endokrynologia, ortopedia i chirurgia naczyniowa, gdzie czekanie wahało się od kilku do kilkunastu miesięcy. W 2026 roku sytuacja jest dramatyczna: do poradni genetycznych pacjenci czekają ponad 540 dni (blisko półtora roku), na neurochirurgię około 250 dni, a na chirurgię onkologiczną dziecięcą i hematologię — również kilka miesięcy.

Ministerstwo Zdrowia i NFZ wprowadzili Centralną Elektroniczną Rejestrację oraz nowe algorytmy obliczania kolejek, mające wyeliminować wielokrotne zapisywanie się pacjentów do kilku specjalistów jednocześnie. Jednak te rozwiązania techniczne nie rozwiązują fundamentalnego problemu — braku pieniędzy na świadczenia medyczne.

Ucieczka do prywatnej medycyny

Coraz więcej Polaków decyduje się na płacenie za prywatne usługi medyczne. W 2016 roku prywatne wydatki na zdrowie wyniosły 36,52 miliarda złotych (1,97 procent PKB). W 2025 roku było to już 64,5 miliarda złotych — wzrost o 77 procent w zaledwie dziewięć lat.

Prywatnym pakietami medycznymi i ubezpieczeniami zdrowotnym objętych jest już około 5,5 miliona Polaków, a liczba ta stale rośnie. Jednak nawet ten rynek nie rozwiązuje problemu — ci sami lekarze specjaliści, do których pacjenci próbują się dostać za pośrednictwem NFZ, pracują również w gabinetach prywatnych, gdzie również brakuje wolnych terminów.

Powstaje zatem paradoks: pacjenci płacą trzy razy — najpierw obowiązkową składkę do NFZ, następnie za prywatne ubezpieczenie medyczne (często otrzymywane od pracodawcy), a na koniec za wizytę prywatną, gdy nie mogą się dostać do lekarza ani poprzez system publiczny, ani poprzez ubezpieczenie.

Automatyczne podwyżki jako “killer” systemu

Głównym winowajcą kryzysu finansowego jest mechanizm automatycznych podwyżek wynagrodzeń personelu medycznego, wprowadzony kilka lat temu bez zapewnienia wymiernych środków na jego realizację. Pracodawcy — głównie szpitale — są ustawowo zobligowani do ściśle określonych podwyżek wynagrodzeń od 1 lipca każdego roku.

Jan Szulc, wiceprezes Narodowego Funduszu Zdrowia, nazwał tę regulację “killerem” dla polskiego systemu ochrony zdrowia. Problem polega na tym, że mechanizm podwyżkowy działa automatycznie i nie jest powiązany z efektywnością ani jakością pracy. “Szefowie placówek stracili jakiekolwiek narzędzia do prowadzenia realnej polityki kadrowej” — skomentował Szulc.

Od 1 lipca 2026 roku wynagrodzenia minimalne w ochronie zdrowia wzrosną o 8,8 procent. Lekarz i dentysta ze specjalizacją otrzymają minimum prawie 13 tysięcy złotych brutto, lekarz bez specjalizacji — 10,6 tysiąca złotych brutto. Pielęgniarka po studiach otrzyma minimum 9,1 tysiąca złotych, a opiekun medyczny — 7,7 tysiąca złotych brutto.

Co to oznacza dla pacjentów i podatników

Sytuacja jest paradoksalna: jako podatnicy i płatnicy składek wydajemy coraz więcej swoich ciężko zarobionych pieniędzy na wynagrodzenia lekarzy, a dostęp do tych lekarzy staje się coraz gorszy. W wielu placówkach cała kasa idzie już na pensje, a nie ma ani grosza na diagnostykę czy zabiegi.

Najwyższa Izba Kontroli wskazała, że utrzymanie wysokiej dynamiki wzrostu wynagrodzeń w przyszłych latach będzie negatywnie oddziaływało na finanse NFZ i ograniczało możliwość zabezpieczenia dostępu do świadczeń dla pacjentów. Polska mediana wynagrodzeń wzrosła z 3900 złotych w 2016 roku do 7400 złotych w 2026 roku (wzrost o 90 procent), ale wydatki na opiekę zdrowotną wzrosły trzykrotnie — znacznie szybciej niż zarobki społeczeństwa.

To oznacza, że na składki przeznaczamy zdecydowanie więcej procent naszych dochodów niż dekadę temu. Publiczne nakłady na zdrowie wzrosły z 4,55 procent PKB w 2016 roku do 6,81 procent PKB w 2026 roku. Jednocześnie dotacja z budżetu państwa do NFZ wzrosła ponad 9-krotnie — z 3,7 miliarda do 34,7 miliarda złotych — co świadczy o rosnącej dziurze w finansach Funduszu.

Bez zmian w mechanizmie finansowania i polityce wynagrodzeń, polska opieka zdrowotna będzie wydawać coraz więcej pieniędzy na coraz mniejszą ilość świadczeń medycznych, a pacjenci będą zmuszeni do szukania ratunku w prywatnej medycynie lub rezygnacji z leczenia.

Najczęstsze pytania

Ile wydajemy na opiekę zdrowotną w Polsce?

W 2025 roku wydatki na ochronę zdrowia wyniosły rekordowe 232,2 miliarda złotych ze środków publicznych, co stanowiło 6,81 procent PKB. Łącznie z wydatkami prywatnymi (ubezpieczenia, wizyty prywatne) przekroczyliśmy 360 miliardów złotych rocznie.

Dlaczego kolejki do lekarzy się wydłużyły mimo wyższych wydatków?

Automatyczne podwyżki wynagrodzeń personelu medycznego pochłaniają prawie całą budżet szpitali — w 2026 roku ponad 70 miliardów złotych z budżetu na leczenie szpitalne (100 miliardów łącznie). Brakuje pieniędzy na diagnostykę, zabiegi i zatrudnianie dodatkowego personelu.

Ile osób ma prywatne ubezpieczenie medyczne w Polsce?

Prywatnym pakietami medycznymi i ubezpieczeniami zdrowotnym objętych jest już około 5,5 miliona Polaków, a liczba ta stale rośnie ze względu na długie czasy oczekiwania w systemie publicznym.

Jakie są najdłuższe kolejki do specjalistów?

Najdłużej czeka się do poradni genetycznych (ponad 540 dni), chirurgii onkologicznej dziecięcej, neurochirurgii (około 250 dni) oraz hematologii. Średnia czekania na wizytę u specjalisty wynosi 4,2 miesiąca.

O ile wzrosły wynagrodzenia w ochronie zdrowia?

Od 1 lipca 2026 roku wynagrodzenia minimalne w ochronie zdrowia wzrosną o 8,8 procent. Lekarz ze specjalizacją otrzyma minimum 13 tysięcy złotych brutto, pielęgniarka po studiach — 9,1 tysiąca złotych brutto.

Na podstawie: Forsal.pl. Tekst opracowany redakcyjnie.